Wyprawa do Ceneo

Witajcie po dłuuuuuugiej przerwie 🙂

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o śmiesznej „wyprawie” do Ceneo. A zdarzyło się to w ostatnią sobotę…

Mama wyszła wcześniej, bo ja czekałam na mamy koleżankę…mniejsza z tym. Wyszłam z domu…miałam zabrać aparat i mój bilet semestralny (Urbancard), miałam także jechać bardzo daleko od domu….2 przystanki !

Kiedy byłam na przystanku, zadzwoniła mama, okazało się, że jednak zapomniałam o aparacie. No to się wróciłam !
Kiedy wracałam na przystanek, ponownie zadzwoniła mama….Urbancard został w szkolnym plecaku, bezpieczny i nieużywany.

Wróciłam więc do domu. Będąc na miejscu kompletnie zapomniałam po co przyszłam, więc wróciłam na przystanek. W tramwaju zorientowałam się jednak czego mi brakuje ! Próbowałam więc kupić bilet w tramwaju ale biletomat nie przyjmuje złotówek !!!! Poprosiłam jakąś Panią aby mi go kupiła, dałam jej pieniądze, a w międzyczasie….przegapiłam przystanek na którym miałam wysiąść !!

Po dłuższej chwili dotarłam gdzie trzeba i spokojnie mogłam zacząć słuchać wykładów. Niektóre były bardzo ciekawe, inne niespecjalnie trafiły w mój krąg zainteresowań. Jedno jednak jest pewne – warto było ich wszystkich wysłuchać !

Załapałam się nawet na obiad !

Na koniec jednak czekała nas niespodzianka… sushi ! Moje ulubione jedzenie. Wziełam nawet trochę na wynos, pozwolili mi, i z bananem na twarzy wracałam do domu !

Dziękuję za przeczytanie !!!
Sara.


9.09.2017 we wrocławskiej siedzibie Ceneo, miały miejsce Affiliate Days podczas których świetni prelegenci, tacy jak Derek Freer z PepperJam, Piotr Węgrzyk z Ceneo.pl, Dawid Tymiński z Dandycore.pl, Kamil Glenszczyk z Google, Elwira Rogoda z Jakonatorobi.pl, Tomek Tomczyk z JasonHunt.pl, Łukasz Matyński z MediaChoice oraz Sławomir Kwiecień również z Ceneo.pl, dzielili się swoją wiedzą i wieloletnim doświadczeniem.

To była świetna okazja aby zawrzeć nowe znajomości, wymienić się pomysłami na rozwój blogów, a także przyswoić sporo wiedzy na temat samego ulepszania strony. Głównym powodem jednak były prezentacje programu afiljacyjnego Ceneo.pl – pomysł ku któremu warto zwrócić oczy.

Dziękujemy ! 🙂


Pomysł na popołudnie w Zurychu

Przypuśćmy, że pracujesz w Zurychu..
Przypuśćmy, że jest lato, a żar leje się z nieba..
Przypuśćmy, że nie masz pomysłu na spędzenie popołudnia, czy też całego dnia w tym pięknym mieście.

30min jazdy tramwajem od mojej pracy znajdowało się jezioro, TE/TO jezioro – jezioro Zuryskie (niemożliwe!). Spora część miasta wylegiwała się na trawie, zajmowała nadbrzeżne ławki czy też siedziała w niezliczonej wręcz liczbie kawiarenek, restauracji czy barów. My na ten jeden dzień, wybrałyśmy środek jeziora.

W samym Zurychu ciężko mi było znaleźć wypożyczalnie kajaków, jedyną jaką wyszukałam w przepastnym internecie, można było znaleźć na przeciwległym brzegu jeziora, co niestety nie było dla nas. Padło więc na łódkę…nie z żaglami, nie rower wodny….ale z wiosłami.

NAJTAŃSZA łódka, w przeliczeniu na godziny, dla 2 osób (max 3) wyniosła 20 CHF, kaucja 50 CHF -> TUTAJ

Natomiast w momencie gdy szukacie łódki na więcej osób, np. 5 – okazuje się, że najlepszym rozwiązaniem będzie inna wypożyczalnia, na przeciwległym brzegu -> TUTAJ

GODZINY OTWARCIA
Przy sprzyjającej pogodzie:
Poniedziałek – Sobota

w lipcu, w godz. od ok 10.00 do ok. 20.30-21.00
w sierpniu, w godz. od ok 10.00 do ok. 19.00-20.00

W niedziele
w lipcu od ok. 10.00 do 20.00, od polowy sierpnia do 19.00

Od połowy marca do końca września, jeżeli pogoda i temperatura sprzyjają – od ok. 11.00 do ok. 18.30. Przerwa zimowa trwa od końca września do połowy marca.

CZY NIEMIECKI JEST KONIECZNY ?

Nie, można spokojnie porozumieć się w języku angielskim, natomiast znajomość niemieckiego na pewno pomaga.

Wypożyczenie łódki polecam każdemu, jest to zupełnie odmienna forma i możliwość, spojrzenia na miasto z innej strony. Będąc na tafli jeziora szczególną uwagę należy zwrócić na statki wycieczkowe, które po nim pływają.

Jak zorganizować lot szybowcem ?

Witajcie,
miałam dużą przerwę w pisaniu, ale na wakacje trzeba coś wrzucić.

[Informacje praktyczne na dole]

Wszystko zdarzyło się w ten czwartek, mniej więcej o godz. 17, wtedy to właśnie po raz pierwszy wsiadłam do szybowca ! Ale zacznijmy od początku.

Dostałam sms od wujka z pytaniem kiedy może przyjść. Odpisałam, że około 16. Jak napisałam, tak przyszedł, rozmawialiśmy normalnie i wtedy wyciągnął kopertę, kazał mi ją otworzyć. Zrobiłam to i aż oczy miałam wyłupiaste z wrażenia. To było zaproszenie na lot szybowcem ‚Puchacz’ !!!!!!!

Spotkanie odbyło się o 17.00 na lotnisku Szymanów. Siedziałam z tyłu kabiny i byłam mocno przypięta pasami, a na plecach miałam obciążniki, bo za mało ważyłam…

Zaczęło się…3….2…….1……START !!!!

Wyciągarka pociągnęła nas w powietrze, a mi serce do gardła podchodziło. Widoki były przepiękne, Wrocław z góry jest inny iż z dołu. Pan, który prowadził spytał się mnie czy chcę zobaczyć niektóre triki, odpowiedziałam ‚TAK’ !…nagle maszyna zanurkowała w dół i w górę, a poziom adrenaliny zwiększał się w zastraszającym tempie.

Potem zrobiliśmy jeszcze parę zakrętów i wylądowaliśmy. Lądowanie było twarde i nieprzyjemne.

Szczerze ?
Chciałabym wrócić teraz tam na górę.

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Lotnisko Szymanów to baza wrocławskich lotników, awionetki, szybowce oraz skoczkowie raz po raz przecinają niebo i realizują swoje pasje.
Sara dostała niesamowity prezent od najlepszego chrzestnego na świecie, jednakże dopiero po wielu miesiącach pogoda i terminy na tyle dopisały by lot mógł się odbyć.

Jak dojechać na lotnisko ?

Komunikacja podmiejska dojeżdża całkiem blisko, Dworzec Nadodrze, numer 903, kierunek Szymanów. Wysiadamy na ostatnim przystanku i podążamy główną drogą w kierunku lotniska.

Dla wszystkich przyjeżdżających własnym środkiem transportu, jest sporo miejsc parkingowych, foodtruck i miejsca siedzące by podziwiać wszystko co dzieje się na tym niepozornym lotnisku.

Jak samodzielnie zorganizować lot szybowcem ?

Wystarczy wejść na stronę Wrocławskiego Aeroklubu 

Największa miejska plaża we Wrocławiu

Miejskie plaże wyrastają niczym grzyby po deszczu dając namiastkę nadmorskiego kurortu w centrach miast. W samym Wrocławiu przybyło w tym roku kilka nowych miejsc nad Odrą…największa ? Największą jest HotSpot zlokalizowany przy moście Milenijnym.

GODZINY OTWARCIA: 10/12 – 1 po północy

Plaża otwarta 10 czerwca, zlokalizowana przy Hali Orbita i letnim basenie, przyciąga tłumy Wrocławian. Dojazd komunikacją miejską jest prosty (w pobliżu zatrzymują się tramwaje i autobusy jadące w kierunku Kozanowa, można także zaparkować samochód w pobliżu Hali Orbita).

Do budowy plaży wykorzystano ponad tysiąc ton piasku, a samo miejsce podzielone jest na dwie odrębne strefy.

Jedna z nich to plaża na której znajdują się leżaki, parasole, w pobliżu foodtrucki; druga strefa to aktywny wypoczynek z piłką siatkową czy trampoliną. Można skorzystać z miejsc do grillowania lub dwóch barów, a drewniany podest służy jako scena bądź miejsce na tańce przy muzyce puszczanej przez dj-a. Według zapowiedzi, mają się tu odbywać koncerty i imprezy towarzyszące.

Warto wspomnieć, iż na miejscu znajdują się toitoi-e.

Do plaży dopływają także żaglówki. Warto w tym miejscu wspomnieć, iż kąpiel w Odrze jest całkowicie zakazana, podobnie jak wnoszenie własnych napojów  alkoholowych.

Zawrat zimą – wejście z Doliny Gąsiennicowej na Zawrat (2159m)

W latach 1894-1895, Towarzystwo Tatrzańskie, wytyczyło nową trasę, zabezpieczoną łańcuchami oraz klamrami, którą nazwano Nowym Zawratem. To wariant letni, który od Doliny Gąsienicowej prowadzi ścianą Małego Koziego Wierchu od Zmarzłego Stawu Gąsiennicowego, na przełęcz. Zimą natomiast wejście prowadzi przez piarg Zawratowego Żlebu i nosi nazwę Starego Zawratu.


Pierwsze turystyczne, udokumentowane, wejście miało miejsce już w 1842 roku ! A pierwsze, zimowe wejście z udziałem kobiety – 21.01.1894 ! W tamtym okresie, wejście na przełęcz było niezwykłym wręcz wyczynem, teraz, osiągnięcie i pokonanie jej to częsta droga między Doliną Pięciu Stawów, a Doliną Gąsienicową, pokonywaną codziennie przez wielu.

Na przełęcz wybrałam się tej zimy, po raz pierwszy. A, że wejścia należy robić z rozmachem, wybrałam genialne warunki – najzimniejszy dzień zimy 2017, -22 stopnie na termometrze, temperatura odczuwalna dużo niższa. Kto bogatemu zabroni ?

Przejście z Doliny Gąsienicowej do Doliny Pięciu Stawów nie było moim planem, chciałam jedynie dotrzeć na przełęcz, tam gdzie swój początek ma Orla Perć (z Zawratu ciągnie się przez Kozie Wierchy i Granaty aż do Przełęczy Krzyżne). Po nocy spędzonej w Schronisku Murowaniec (1505m), należy ruszyć niebieskim szlakiem (początkowo połączonym także z żółtym i czarnym, prowadzącym na Kasprowy Wierch), po kilkudziesięciu metrach należy odbić w lewo.

Zdjęcie poniżej: Suszące się liny. W tym bowiem okresie, odbywa się sporo szkoleń, czy to na przewodników, taterników, wspinaczki lodowej itp…

Trawers zboczem Małego Kościelca doprowadza do Czarnego Stawu Gąsienicowego, po drodze dojrzeć można głaz upamiętniający tragiczną śmierć Mieczysława Karłowicza (wybitny kompozytor, taternik, fotograf, współtwórca Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, zginął podczas samotnej wyprawy narciarskiej, zasypany lawiną śnieżną pod Małym Kościelcem 8 lutego 1909 roku).

W okresie zimowym, możliwym jest przejście przez zamarznięty staw, niesamowite doświadczenie, zwłaszcza w momencie zdania sobie sprawy o 50m głębokości, które ma się pod rakami, bo raki, kask, czekan są tutaj niezbędne niczym ciepłe rękawice, odpowiedni ubiór i okulary przeciwsłoneczne.

Zakosami podejścia, osiągnąwszy przeciwległy kraniec stawu, podchodzimy do góry, pod próg kotła Czarnego Stawu i Koziej Dolinki. Podążamy niebieskim szlakiem, bądź na tzw azymut (zimą wszystko jest na tyle przysypane, że orientacja w terenie jest uciążliwa), kierując się do Zmarzłego Stawu.

Zawratowym Żlebem próbujemy wejść na przełęcz, ciężkie warunki, fakt, że w tym dniu jesteśmy pierwsi na szlaku więc musimy go przecierać, oraz spore ryzyko lawinowe, doprowadza, że wycofujemy się z podejścia na 100m przed osiągnięciem przełęczy.

Już wiem, że muszę tu wrócić w bardziej sprzyjających warunkach.

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Dojazd: do Zakopanego (np. PolskimBusem, z Zakopanego bus, który podwiezie nas do wejścia do Parku, lub na kolejkę na Kasprowy, to samo miejsce – wchodziłam, nie wjeżdżałam 😉 ), z Zakopanego szlakiem na hale Gąsienicową

Nocleg: Schronisko Murowaniec, warto rezerwowac noclegi z wyprzedzeniem

Mapy: https://www.szlaki.net.pl/hala_gasienicowa.php

Ubezpieczenie: polecam Alpenverein

 

Nonnenfelsen (Zittauer Gebirge) – skały zakonnic i jedne z najbliższych ferrat

Nie trzeba jechać do Włoch by poczuć adrenalinę przy pokonywaniu kolejnych etapów ferrat….choć to na pewno pomaga. Jedne z najbliższych ferrat znajdują się bowiem tuż przy polskiej granicy, no może dokładnie kawałek za polską, a tuż przy czeskiej, w Niemczech.

Nonnenfelsen, zwane skałami zakonnic, to jedne z najpiękniejszych widoków Gór Żytawskich, które wznoszą się na wysokość 537 metrów. Skąd taka nazwa ? Ponoć gdy się dobrze przypatrzy, góry (uformowane z piaskowca) przybierają kształt dwóch zakonnic w habitach, przyznam się, że wyobraźnię mam całkiem dobrą ale zakonnic nie zauważyłam.

Pierwsze wzmianki o górach pojawiają się już w XVIII wieku, a na szczycie znaleźć można miejsca upamiętniające ważne wydarzenia – tutaj odwiedziny króla Alberta.

W 1990 roku, oddano do użytku drogę wspinaczkową na którą wejść można jedynie z odpowiednim sprzętem – także kask, uprząż, lonża oraz dobre buty, to podstawa przy pokonywaniu wejścia na szczyt w tej formie. Minus ? Czasem trzeba czekać na swoją kolej, gdy jest więcej osób próbujący przejść ferratę.

Podobno czas jej przejścia to 30min, długość to 400m, a różnica wysokości do pokonania to 100m w pionie.

Warto zaznaczyć, iż wspinaczka po intensywnych opadach (o wspinaczce w samym deszczu nie wspominając) jest zakazana.

Można oczywiście wejść na skały w tradycyjnej formie, np. przechodząc tzw. Izby Cygańskie (Zigeunerstuben), czyli skalne korytarze, które kiedyś służyły cyganom za kryjówkę.

JAK DOJECHAĆ

Najlepiej własnym transportem. Nieopodal wejścia na ferratę znajduje się płatny parking (4 euro za cały dzień, płatność jedynie drobnymi w automacie).

DOJŚCIE DO FERRATY

Z parking kierujemy się w dół do hotelu, i niewielkiego jeziorka położonego tuż obok. Stąd idziemy wytyczonym szlakiem, nie ma możliwości by się zgubić.

Kilka zdjęć na zachętę

Bolesławiec, jak nie stłuc znanej ceramiki ?

Stoimy w namiocie wypełnionym po brzegi bolesławiecką ceramiką najlepszej jakości, wtem za plecami rozlega się głos:

„Przypominam o ostrożności, nie stłuczcie niczego, spójrzcie na ceny!”

Jak więc nie stłuc znanej ceramiki ? Nie wchodzić z dzieckiem do sklepu ! 😛

Nigdy nie spodziewałam się, że będę w takich miejscach, że mój zachwyt wzbudzi filiżanka z ręcznie malowanymi makami, że rozpłaczę się przez brak drugiego spodka w tej samej kolorystyce, że kura ozdobiona motywem ślimaka urośnie do rangi prawdziwej sztuki, a miska na sałatkę spowoduje ciarki na plecach i szybsze bicie serca….starość ? Nie ! Lokalny patriotyzm 🙂

Ceramika z Bolesławca znana jest chyba na całym świecie. Niejedna fabryka, dziesiątki sklepów, setki miejsc pracy, sprawiły, że do Bolesławca zjeżdżają tłumnie ludzie z najodleglejszych zakątków i zawożą do domu nasze lokalne skarby. I choć w internecie znaleźć można wiele sklepów, to jak trafić do tego właściwego (na dole wpisu znajdziecie mapkę) ?

W 1980 roku, Zaklady Ceramiczne „BOLESŁAWIEC”, otrzymują zgodę na używanie nazwy miasta, jednakże wyroby ceramiczne mają dużo dłuższą historię. Jak można przeczytać na stronie zakładów:

„Jeszcze w wiekach średnich bolesławieccy garncarze zjednoczyli się w cech, który przez pierwsze kilkaset lat ograniczał do 5 ilość czynnych w mieście warsztatów. Cech dokładał wszelkich starań, aby poziom wytwarzanych naczyń był jak najwyższy. Ograniczenie liczby garncarzy w mieście zostało zniesione pod naciskiem rządu pruskiego w roku 1762. Już wtedy Bolesławiec był jednym z liczących się w Europie ośrodków garncarskich.”

Dojazd do samych zakładów jest banalnie prosty, wystarczy zjechać z autostrady A4 na zjeździe Bolesławiec, wjeżdżając do miasta mijać będziemy wiele sklepików…jednakże ten najważniejszy, mieści się przy ulicy Kościuszki 11, tuż przy rondzie niedaleko PKP. I ten sklep właśnie polecam.

Oprócz tradycyjnego sklepu z wyrobami, znajduje się tutaj outlet w którym można kupić końcówki lub nadwyżki serii w dużo niższych cenach.

Jak zorganizować wyprawę na Mont Blanc ?

Mont Blanc, jedna z najłatwiej dostępnych gór. To właśnie od niej wielu rozpoczyna swoje starania zdobycia Korony Ziemi (wierzchołki najwyższych gór każdego kontynentu).

Jak zorganizować taką wyprawę ? 

Jechaliśmy z Polski przez Francję, nie polecam jednak tej trasy, dużo szybciej i taniej (!) jest ruszyć przez Austrię i Szwajcarię. Samochodem dojeżdżamy do Saint-Gervais-les-Bains i parkujemy samochód na darmowym parkingu przy Tramway du Mont-Blanc (KLIK). Koszt biletu kolejki w obie strony to 31.50 euro.

Tramwajem dojeżdżamy do Nid d’Aigle, które leży na wysokości 2380 m n.p.m., u stóp lodowca Bionnassay. Stąd rozpoczynamy naszą wspinaczkę do schroniska Tête Rousse (za nocleg w schronisku obowiązuje opłata KLIK, pod namiotem można spać za darmo, na przygotowanym do tego obozowisku). Dotarcie do celu nie jest trudnym, ścieżka jest wydeptana, podąża nią wiele osób i łatwo się odnaleźć. Po wejściu powyżej kolejki, kierujemy się na lewo, obierając drogę na wprost dotrzemy do restauracji. W większości wypadkow, schronisko te (kuchnia w której można gotować, dostępna jest dla wszystkich. należy mieć swoje butle gazowe i jedzenie, chyba, że macie ochotę na posiłek z tutejszej ‚restauracyjki’, a to już większy wydatek, woda do nabrania w niedalekim strumyczku w okolicach namiotów) to baza na pierwszy, aklimatyzacyjny nocleg choć są i tacy, którzy lecą odrazu do góry.

Skoro świt wstajemy aby przejść do kolejnego schroniska – Gouter, trasa wiedzie przez skalny kuluar którym raz po raz spadają kamienie. Schronisko to znajduje się w rękach prywatnych, toteż niemała opłata za nocleg powoduje udane próby sypiania na schodach i podłogach schroniska KLIK (kuchnia jak i wyżywienie, podobnie jak w poprzednim schronisku, jedynie ceny są wyższe….termos herbaty to jedna z tańszych opcji i kosztuje 5 euro, śniadanie 15 euro).

Koło 2 nad ranem pobudka, szybkie śniadanie i wyjście na wielogodzinny marsz. W połowie trasy na szczyt, mijamy kolejny schron w którym nie ma nic prócz miejsca do siedzenia. W drodze na Mont Blanc czeka nas jeszcze przekroczenie szczeliny. Proste ? Tak się tylko wydaje, niezwykle strome zbocza powodują ogromne trudności, które w połączeniu z niższą zawartością tlenu w powietrzu, doprowadzają do szybkiego męczenia oraz spazmatycznych wdechów.

Nieprzygotowani przyszli zdobywcy, mdleją już w schronisku. W momencie naszego pobytu, na Mont Blanc, pod lawiną, zginęły 3 osoby (w tym jeden przewodnik górski).

Każde wyjście w wyższe partie szczytów to niebezpieczeństwo i należy zawsze o tym pamiętać, bagatelizowanie podejścia może doprowadzić do tragedii, a tej nikt nie chce. Jeżeli chodzi o ubezpieczenie, niezmiennie polecam Alpenverein !

 

Mont Blanc, po co Ci te góry ?

Odpowiedź nie jest jednoznaczą,.
Za każdym razem gdy jadę w góry, moja mama powtarza: „ja przez Ciebie osiwieję !”, coś w tym jest, wybieram przecież wysokie wierzchołki. Pamiętam jak odwiedzałam wujka w szpitalu i opowiadał mi rozmowę z moimi rodzicami: „Co u Was ? Gdzie tym razem Monikę wywiało ? – Aaaaa, włóczy się po górach w Gruzji.”. Nie myślcie jednak, że wchodzę na nie od tak – bez przygotowania. Nie jestem aż tak nieodpowiedzialna, choć góry wymagają pewnego szaleństwa.

Tak było i tym razem, postanowiłam zdobyć Mont Blanc w swoje urodziny, ot taki kaprys 30-latki, która chciała wykorzystać pewien sierpniowy weekend, który, w połączeniu z państwowym świętem, wymagał jedynie 2 dni urlopu na realizację marzenia. Samochód, sprzęt i ruszyliśmy w kierunku Francji…

O technicznych aspektach wyprawy opowiem w kolejnym wpisie, będzie więcej informacji o przygotowaniach oraz porady byście nie popełniali moich błędów. O tym już za tydzień.

Ludzie pytają zawsze: „no ale po co Ci te góry ?”. Góry to wolność i samotność, bo nawet idąc w grupie jesteś sam ze sobą, sam ze swoimi myślami, musisz przełamać własne ograniczenia i strach, bo Ci, którzy chodzą w góry bez strachu są naiwni. To właśnie on sprawia, że jesteśmy uważni i zastanawiamy się nad każdym swoim krokiem. W każdej wyprawie chodzi przecież  jedno – aby bezpiecznie powrócić do domu. A kiedy stoisz na szczycie i masz świat pod nogami ? Wtedy widzisz pozostałe wierzchołki na których jeszcze Cię nie było..

Na zachętę kilka zdjęć.

Jak zorganizować wejście na Mont Blanc ? Odpowiedź znajdziesz w tym wpisie (KLIK)